Dotyk Boga

047 dotyk Boga

Nikt mnie nie dotykał przez pięć lat. Nikt. Ani żywego ducha. Nie moja żona. Nie moje dziecko. Nie moi przyjaciele. Nikt mnie nie tknął. Widziałeś mnie. Rozmawiali ze mną, czułem w ich głosie miłość. Widziałem troskę w jej oczach. Ale nie poczułem jej dotyku. Tęskniłem za tym, co wspólne dla was wszystkich. Uścisk dłoni. Serdeczny uścisk. Poklepanie po ramieniu, żeby zwrócić moją uwagę. Pocałunek w usta. W moim świecie takich chwil już nie było. Nikt na mnie nie wpadł. Co bym dał, gdyby ktoś na mnie wpadł, gdybym ledwo zrobił jakiś postęp w tłumie, gdyby moje ramię dotknęło innego. Ale to się nie zdarzyło od piątej. Jak mogłoby być inaczej? Nie pozwolono mi wyjść na ulicę. Nawet rabini trzymali się ode mnie z daleka. Nie pozwolono mi wejść do synagogi. Nie byłem nawet mile widziany we własnym domu.

Pewnego roku podczas żniw miałem wrażenie, że nie jestem w stanie unieść sierpa drugą siłą. Czubki moich palców wydawały się zdrętwiałe. W krótkim czasie wciąż mogłem utrzymać sierp, ale z trudem go czułem. Pod koniec głównych godzin pracy nic już nie czułem. Ręka, która trzymała sierp, równie dobrze mogła należeć do kogoś innego - nie czułem się wcale. Nic nie powiedziałem mojej żonie, ale wiem, że coś podejrzewała. Jak mogło być inaczej? Cały czas trzymałem rękę na ciele, jak zraniony ptak. Pewnego popołudnia zanurzyłem ręce w kałuży wody, ponieważ chciałem umyć twarz. Woda zmieniła kolor na czerwony. Mój palec krwawił, nawet dość gwałtownie. Nawet nie wiedziałem, że zostałem ranny. Jak się skaleczyłem? Na nożu? Czy moja ręka spoczywała na ostrym metalowym ostrzu? Najprawdopodobniej, ale nic nie czułem. Też jest na twoich ubraniach, szepnęła cicho moja żona. Była za mną. Zanim na nią spojrzałem, spojrzałem na krwistoczerwone plamy na mojej szacie. Długo stałem nad basenem i wpatrywałem się w rękę. Jakoś wiedziałem, że moje życie zmieniło się na zawsze. Czy mam iść z tobą do księdza? Nie, westchnąłem. Idę sam Odwróciłem się i zobaczyłem łzy w jej oczach. Nasza trzyletnia córka stała obok niej. Przykucnąłem, popatrzyłem na jej twarz i cicho pogłaskałem ją po policzku. Co mogłem powiedzieć? Stałem tam i znów spojrzałem na żonę. Dotknęła mojego ramienia i zdrową ręką dotknąłem jej. To byłby nasz ostatni dotyk.

Kapłan mnie nie dotknął. Spojrzał na moją rękę, która była teraz owinięta szmatą. Spojrzał na moją twarz, która teraz była ciemna z bólu. Nie żałowałem tego, co mi powiedział. Postępował tylko zgodnie z instrukcjami. Zakrył usta, wyciągnął rękę do przodu. Jesteś nieczysty, powiedział mi. Tym jednym stwierdzeniem straciłem rodzinę, farmę, przyszłość, przyjaciół. Moja żona przyszła do mnie przy bramie miasta z workiem chleba i monet. Nic nie powiedziała. Zebrali się przyjaciele. W jej oczach po raz pierwszy zobaczyłem to, co widziałem we wszystkich oczach od tamtej pory: straszliwą litość. Kiedy zrobiłem krok, cofnęli się. Ich przerażenie moją chorobą było większe niż troska o moje serce - więc zrezygnowali, jak wszyscy inni, których widziałem od tamtej pory. Jak bardzo odrzuciłem tych, którzy mnie widzieli. Pięć lat trądu zdeformowało mi ręce. Brakowało palców, a także części ucha i nosa. Kiedy je zobaczyłem, ojcowie sięgnęli po swoje dzieci. Matki zakryły twarz. Dzieci wskazywały na mnie i patrzyły na mnie. Szmaty na moim ciele nie mogły ukryć moich ran. A szalik na mojej twarzy również nie mógł ukryć gniewu w moich oczach. Nawet nie próbowałem tego ukryć. Ile nocy zacisnąłem okaleczoną pięść na cichym niebie? Co zrobiłem, żeby na to zasłużyć? Ale odpowiedź nigdy nie nadeszła. Niektórzy myślą, że zgrzeszyłem. Inni myślą, że moi rodzice zgrzeszyli. Wiem tylko, że miałem wszystkiego wszystkiego, od spania w kolonii, od nieprzyjemnego zapachu. Miałem dość przeklętego dzwonu, który musiałem nosić na szyi, aby ostrzec ludzi przed moją obecnością. Jakbym tego potrzebowała. Wystarczyło jedno spojrzenie i zaczęły się rozmowy: nieczyste! Nieczyste! Nieczyste!

Kilka tygodni temu odważyłem się iść drogą do mojej wioski. Nie zamierzałem wchodzić do wioski. Chciałem jeszcze raz spojrzeć na moje pola. Spójrz na mój dom z daleka. A może przypadkiem zobaczysz twarz mojej żony. Nie widziałem jej. Ale widziałem dzieci bawiące się na łące. Schowałem się za drzewem i patrzyłem, jak śmigają i skaczą. Ich twarze były tak wesołe, a śmiech tak zaraźliwy, że przez chwilę, przez chwilę, nie byłem już trędowatym. Byłem rolnikiem. Byłem ojcem. Byłem mężczyzną. Zarażony szczęściem, wyszedłem zza drzewa, wyciągnąłem plecy, wziąłem głęboki oddech ... i zobaczyli mnie. Widzieli mnie, zanim mogłem się wycofać. I krzyczeli, uciekli. Jeden jednak pozostawał w tyle za innymi. Jeden zatrzymał się i spojrzał w moim kierunku. Nie mogę powiedzieć na pewno, ale myślę, że tak, naprawdę myślę, że to była moja córka. Myślę, że szukała ojca.

To spojrzenie doprowadziło mnie do kroku, który zrobiłem dzisiaj. Oczywiście to było lekkomyślne. Oczywiście to było ryzykowne. Ale co musiałem stracić? Nazywa siebie synem Bożym. Albo usłyszy moje skargi i zabije mnie, albo odpowie na moją prośbę i uzdrowi mnie. To były moje myśli. Przyszedłem do niego jako człowiek pełen wyzwań. Nie wiara mnie poruszyła, ale rozpaczliwy gniew. Bóg przyniósł tę nędzę mojemu ciału, a on albo ją uzdrowi, albo zakończy moje życie.
Ale wtedy go zobaczyłem i kiedy go zobaczyłem, zostałem zmieniony. Mogę tylko powiedzieć, że poranek w Judei jest czasami tak świeży, a wschód słońca tak wspaniały, że nawet nie myślimy o upale przeszłości i bólach przeszłości. Kiedy spojrzałem w jego twarz, było to tak, jakbym zobaczył poranek w Judei. Zanim cokolwiek powiedział, wiedziałem, że czuł się ze mną. W jakiś sposób wiedziałem, że nienawidzi tej choroby tak bardzo jak ja - nie, nawet bardziej niż ja. Mój gniew zamienił się w zaufanie, gniew w nadziei.

Ukryty za skałą obserwowałem, jak schodzi z góry. Ogromny tłum podążył za nim. Poczekałem, aż znajdzie się kilka kroków ode mnie, a potem wyszedłem. Mistrzyni! Zatrzymał się i spojrzał w moją stronę, podobnie jak niezliczeni inni. Tłum ogarnął strach. Wszyscy zakryli jej twarz ramieniem. Dzieci kryły się za rodzicami. „Nieczyste!” Ktoś krzyknął. Nie mogę się na nich gniewać. Byłem chodzącą śmiercią. Ale prawie jej nie słyszałem. Prawie jej nie widziałem. Tyle razy widziałem jej panikę. Jednak nigdy nie widziałem jego współczucia. Wszyscy zrezygnowali poza nim. Podszedł do mnie. Nie ruszyłem się

Powiedziałem tylko: Panie, możesz mnie uzdrowić, jeśli chcesz. Gdyby jednym słowem uzdrowił mnie, byłbym zachwycony. Ale on nie tylko ze mną rozmawiał. To mu nie wystarczało. Podszedł do mnie. Dotknął mnie. "Chcę!" Jego słowa były równie kochające, jak jego dotyk. Bądź zdrów! Moc płynęła przez moje ciało jak woda przez suche pole. W tej samej chwili poczułem ciepło tam, gdzie było odrętwienie. Czułem siłę w moim wychudzonym ciele. Wyprostowałem się i uniosłem głowę. Teraz stałem przed nim, patrząc mu w twarz, oko w oko. Uśmiechnął się. Ujął moją głowę w dłonie i przyciągnął mnie tak blisko, że mogłam poczuć jego ciepły oddech i zobaczyć łzy w jego oczach. Upewnij się, że nic nikomu nie mówisz, ale idź do kapłana, każ mu potwierdzić uzdrowienie i złożyć ofiarę, którą przepisał Mojżesz. Chcę, aby osoby odpowiedzialne za to wiedziały, że poważnie traktuję prawo. Jestem teraz w drodze do księdza. Pokażę mu się i przytulę. Pokażę się żonie i przytulę ją. Biorę córkę w ramiona. I nigdy nie zapomnę tego, kto odważył się mnie dotknąć. Mógł mnie dobrze uzdrowić jednym słowem. Ale on nie chciał tylko mnie wyleczyć. Chciał mnie uhonorować, dać mi wartość, zabrać mnie do społeczności z nim. Wyobraź sobie, że nie jest godny ludzkiego dotyku, ale godny dotyku Boga.

Max Lucado (Kiedy Bóg zmienia twoje życie!)